poniedziałek, 8 maja 2017

Bubel maseczkowy, czyli Rival de Loop

Kosmetyczne buble nie zdarzają się u mnie często, można powiedzieć że wcale. Zawsze znajdę jakieś inne zastosowanie dla niezbyt dobrego produktu. Jednak nie tym razem. Maseczka Rival de Loop jest idealnym tego przykładem.

Skusiłam się niską ceną 1,19 zł, oraz pojemnością 2x8 ml. co powinno dawać 16 ml szczęścia i odpoczynku dla skóry. Myliłam się.
Rano nałożyłam  maseczkę zgodnie z opisem na opakowaniu, czyli na oczyszczoną skórę twarzy omijając oczy. Zdziwiła się, gdy zaczęłam czuć ściągniecie twarzy. Miało być nawilżenie a nie takie coś. Po 15 minutach wmasowałam resztki. Poczekałam chwilę by mieć pewność, że wszystko się dobrze wchłonęło i nałożyłam podkład. To był najgorszy błąd jaki popełniłam tamtego dnia. Gdy już miała wychodzić spojrzała w lustro i zobaczyłam masakrę na mojej twarzy. Nigdy, ale to przenigdy nie zdarzyło mi się coś takiego. Podkład zważył się i zaczął rolować. Użyłam mojego ulubionego podkładu, więc mam pewność, że jest to wina maseczki.
Niestety nie miałam już czasu na poprawki makijażu, więc tak wyszłam z domu. Raczej nie lubię stać w korku, ale wtedy się ucieszyłam. Miałam czas na zmycie makijażu twarzy. Nie doświadczyłam dziwnych pytań i spojrzeń, więc bez makijażu  nie wyglądam chyba tak źle.
Jeśli zastanawiasz się nad kupnem maseczki szerokim łukiem omiń Rival de Loop.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Moda Uroda Lifestyle , Blogger